O wszystkich, których nie znam >> czwartek, 20 listopada 2008 17:19:47

"Może kiedyś odejdziesz tak jak ja i zabierzesz z sobą wszystko.
Widzisz czas - tylko on tu rację ma"



Wykrztuszam z siebie przecież wszystko, jednak wciąż za mało.
Tak mi źle, gdy jestem sobą - to zbyt przykre, abym potrafiła
Wytrzymywać w tym nieprzerywalnym "sam na sam".
Tak mi okropnie niewygodnie, bo swędzi, gdy chcę udawać,
Więc rozdrapuję skórę aż krew zmienia się w rozedrgane żywe,
Szczere mięso - te zbyt kłamliwe, a ja jestem spętana
tak bardzo nie na kształt człowieczy podpięta do tego miejsca.

Czy jestem tu aż tak, by wciąż przeszkodą stać komuś?
Dać wymazać się nie umiem, lecz chciałabym tak doszczętnie
Skończyć się z kretesem w chwili, gdy nie powinno mnie już być.
Śniłam na jawie i robię to wciąż, przedawkowuijąc każdą noc i
Gubiąc ten sen między godziną szesnastą a dniem czwartym -
Z numerem wrzynającym wybladzoną skórę do wnętrza czaszki.
Ciężej oddycham, płuca zaciskam, oddechu nie szczędzę -
Zwyczanie mi brak.

Co też się dzieje wiruje ze mną międląc ścięte białka
W moich ślepych oczach widzę inaczej ścierw pełno dookoła
Odór nie lepszy - stąd, z życia mieszam się we mnie, pazurem
co odstaje winą z palca - miedzy okiem, a trzewiami gotowymi.
Wymazaniem a zjedzeniem. każdej mi bliskiej, zgniłej i śliskiej
Niesionej niewinności wam na tacy podaję. Wyrwę też język
Bo jest go wciąż nad to . Każda ma część lepsza jest martwą.
komentarze [0]



Wierzba Płacząca >> czwartek, 13 listopada 2008 11:08:44

۞

Ciemnia i ciemność. Otaczają zewsząd, mnie bezsilną.
Jaka ja głucha, ślepa, oziębła i tak beznamiętnie otępiała.
Z żadnym wyrazem – zastygła jak lawa emocjonalnej erupcji.
Cichnę otulana przez zziębniętą powłokę pustki. Ty milcz.
Cichaj wraz ze mną, jeżeli to tego naprawdę pragniesz.
Bezpłodny stan bezcelowości jakiegokolwiek mego czynu.

Formułowanie bagatelnie prostych zdań przychodzi nigdy.
Zawiłość perfidią losu mego żywota. Oby tylko nie za długo.
Wena, jaką była ta przybyła, znów zaś uszła nieproszona.
Braknie mi siebie na własność, a zmierzam w niepamięć.
Pragnęłam, chociaż raz usłyszeć szczerze: „warto jest żyć”.
Podłoga tak zimna, gdy na niej zanoszę się w spazmach.

Często nie da się inaczej. Ślepa ja nie widzę możliwości.
Ja głuchy, zmurszały pień dogorywam jedzona od środka.
Nie wiem, co i gdzie jest namiętność. Nie wiem jak.
Stwardniała między jawami a śnieniem odczuwam nic.
Ciemność, aby istnieć niekoniecznie jest mrokiem nocy.
Ja, nie potrzebuję zaś istnieć, by ciągle jeszcze tak żyć.


"Siedzę teraz sam w ogrodzie,
Wśród umarłych kwiatów.
Nikt już nie, nikt już nie odwiedza mnie."


komentarze [0]



.necRomance. >> niedziela, 28 września 2008 01:57:58


Łagodny to ciężar, acz także i kolosalny bagaż - Ogromu Ogółu.
Brzemię - jedyne me obecne, ciążące mi - Tu i Teraz.
Cisza - kojąco milczący błogostan dobiegający mnie zewsząd i z nikąd...
Chwilowy zastój, przystanek we mgle świadomości.
Poczciwy kąt, w którym mogę zaszyć się w mgnieniu oka, choć na moment - spoczywam otulona papierową pierzyną z kartek, kreślonych przeze mnie linii oraz kształtów.
Pogrążam weń cały mój zgiełk, szelest towarzyszącego mi natłoku myśli...

Cichy romans, gdzieś na skraju grafitu z każdym dniem coraz krótszego ołówka (posłusznie przyduszanego czerwoną, sercokształtną temperówką z marketu)…
Ołówka o zapomnianej już przeze mnie twardości jego rysika...
Każda zakreślana linia, oddzielany skrupulatnie cień, jakby usiłowały przypomnieć mi jego wartość.
Niepotrzebna jest mi jakakolwiek symbolika, czy mądrość zawarta w skrócie oznaczonym literkami „H” i „B” jego bytu.

Wdzięczna jestem bezgranicznie - za ofiarność, jaką martwy przedmiot okazuje mi poprzez całkowite oddanie się mym kreślarskim pasjom.
Niczym niepozornie magiczna, dogorywająca w dłoni różdżka, której zawdzięczam AŻ tyle.

Niewiele mogę dlań zrobić - zarysować kartek puch, magią przyodziać mnogie chwile.
Złożyć zeń niespotykany dar – dla zaspokojenia twórczych idei.
Nie będzie pierwszą ofiarą, ostatnią ze złożonych - także nie pozostanie.
Poświęcenie drewienka na rzecz ekspresji, której daję wyraz rycinami..
W ten czas, zajęta rysunkiem, ukryta pod przydomkiem „Amok”.
Jestem - Tu i Teraz, pomiędzy Ogromem Ogółu i Niedolą Niedostatku.

Tuż u ostrych krawędzi, zimnej w swej bieli - bezpruderyjnej kartki A4 - bezwstydnie romansuję z ołówkową, twardą końcówką;
Wszystek niepowodzeń wymazując szarą myszką - namiętnie tworzę kreśląc obłęd. Rozkosznie szkicuję.

Umiłowani, wierni mojej woli kochankowie:
Cisi, Bezkrytyczni, Bezcieleśni, Ulegli w każdym calu, tworzą obraz mych pragnień jak i niewygórowanych zachcianek (personifikacja bagatelnie prozaicznych przyborów do rysunku)...

Nekro-Romans -idea [żmudna do końca] niezliczonych wskrzeszeń. Amen. Ocean poczęć - starań [niepokalanych błędem] bezkresnych prób. Amen.
Zębatki mechanizmu - generujące [zamierzone cele] ku finiszowi. Amen.
Perfekcja - oniryczne założenie [misternych knowań] spełniające się. Ave.

Krew, pot, łzy - na niej, na nim, na mnie.
Kartce o powierzchowności - jasnej niby śniegiem karmionej;
Grafitu zostawiającego nań ślady - czarne, wyraziste - jakby hebanowi bliskie;

Na Mnie - położną, odbierającą ich dojrzałe, acz dopiero wydane światu latorośle
Każde z nich - fragmentem mej duszy, jak i Ja źródłem ich istnienia.
Wszelakie proste ekspresyjnie kreślone - bezprawne by emocjami nie broczyć!
Dla Mnie - ziszczeniem jest każda sercu memu bliska grafika!



Finis coronat opus



komentarze [0]



Don't look back, don't look back [2]... >> poniedziałek, 1 września 2008 23:22:17
Znów nie mam pojęcia, co tu napisać...
Coraz bardziej wkurza mnie prowadzenie tego bloga. Tak jak przed dosłownie minutą. Gotowy do dodania wpis przepadł, bo zamiast "dodaj" wcisnęłam niechcący coś innego. Gdy tylko w ułamku sekundy zobaczyłam, że strona zaczyna się przeładowywać rozpoczęłam akcję "ctrl +a, ctrl+ c". Widząc, że przeszło do głównego panelu otworzyłam notatnik, co by dokończyć akcję poleceniem "ctrl+ v" okazało się, że załapały tylko 2 słowa z całej dłuugiej notki...
Bez komentarza. Spróbuję jednak tego tak nie pozostawić, jako że po cofnięciu strony też nie odzyskałam tekstu postaram się napisać go w miarę podobnie na nowo...

Uskarżam się ostatnio na brak jakiejkolwiek "weny". Wciąż zdekoncentrowana, w żaden sposób nie potrafię skupić się na tym, co właśnie robię, co robiłam chwilę temu, a także tym co dopiero mam w planach.
Pal licho plany. Od dłuższego czasu wszystko muszę robić wyłącznie spontanicznie i mieć nadzieję, że "jakoś to będzie"...

Nie mam zamiaru spoglądać w tył. Przeszłość już nie odbija się głuchym echem od otaczających ją ścian przestrzeni mojego umysłu. Odpowiada jej straszliwy jazgot - godny pozazdroszczenia nawet niejednemu młotowi pneumatycznemu czy też wiertarce.
Znacie pewno to okropne uczucie towarzyszące pogodnym niedzielnym porankom, gdy najbardziej na świecie chcielibyście oddalić się od swych trosk poprzez błogi sen. Nagle coś was z niego wyrywa, gdy patrzycie na zegarek uświadamiacie sobie, że przecież dopiero jest szósta rano! No tak... ktoś, piętro wyżej ma się wprowadzić, przeprowadza remont i nie ma dla was litości. Sam przecież chciałby już tutaj mieszkać i także móc się wyspać w niedzielny ranek...
Tak więc świątek piątek czy niedzielny sen, pneumatycznym młotem zbudzę cię!
Pal licho mój sen. Nie o niego mi chodziło. Brak wspomagaczy, substytutów podtrzymujących mnie jakoś w koncentracji jest znacznie gorszy.
Nie mam zamiaru widzieć, wiedzieć i słyszeć dobijającej się otchłani przeszłości, która od dawna powinna być szczelnie zamknięta kluczem czasu, jednak nie jest.
Gdy zbyt długo patrzysz w otchłań, otchłań zaczyna patrzeć na ciebie [Nietzsche]
Rozwierca mnie od środka łomotem niczym owa wyżej opisana sytuacja i to w najmniej odpowiednich momentach. Nie chodzi już o jakiekolwiek wspomnienia z przeszłości. Bez zbędnych pieszczot i innych dupereli - chodzi o zew...
Słowo Nosferatu w moim przypadku będzie tu najtrafniejsze wobec tego, jaki zew mam teraz na myśli.
W owym określeniu nie ma jednak nic surrealistycznego. Cały jego abstrakcjonizm ginie w momencie przewiercania się na wierzch.
Nie potrzebuję politowania, zrozumienia czy zbędnego pieprzenia wokół tego tematu, jeśli nie będzie miało odpowiedniego dla mnie "finezyjnego finału".
Wyrzucając z siebie niemało krępujące mnie, dokuczliwe myśli pisząc ową notkę jako tako zaspokoiłam swoją potrzebę ekspresji.
Pozostało to pierwotne.





komentarze [2]



Poza cenzurą >> sobota, 12 lipica 2008 20:28:37
Notka z tych co to mają za zadanie odstresować. Wyładować napięcie.

Zawsze to samo. w głowie, w duszy. Palnąć w łeb, pierdolić wszystko. Rytmiczne melodie z wtórującymi przeciągłymi, raczej niezrozumiałymi - dźwiękonaśladowczymi wokalami. To tylko głośniki, a były by pierwszą ofiarąm, gdyby nie fakt iż muzyka pozwala mi się zrelaksować. Prześmiewczo życzyłabym sobie miłego łagodzenia obyczaji.
Kolejny raz chuj strzelił spontaniczny wpis. Poprawić, bo coś chujowo nieskładnie.
Kolejny raz poszła się jebać spontaniczna przeróbka zdjęć. Poprawić, bo coś kurwa kolorek nie taki o 0,00000000000000000034 tonu.
Szczególiki mogące zjebać doszczętnie całą koncepcję ukrytą subtelnie w jej braku.
Szczególiki jebiące jako-taką niedepresyjną chwilową stagnację. Każdy kolejny maluśką szpileczką w poduszeczkę, gwozdeczkiem do trumny, podbieraną od dołu kartą wysokiej wieży.
Poupierdalane ręce, nogi. Wszystko, co mogłoby w jeszcze większej mierze mnie ograniczyć. Aż świętem okazują się kolejne napady agresji podczas których jestem w stanie chociażby coś napisać.
Ujebię ci zaraz tą nogę jak jeszcze raz mnie kopniesz. Jak ułom, bo co innego, skoro nawet jak normalny człowiek zasnąć nie potrafię.
I onanizuję się tak czerpiąc rozpruwające wkurwienie przez dopierdalanie sobie następnych penetrujących myśli, flashbacków, skojarzeń, słów, ludzi, zapachów. Wspomnienia.
Poddałabym się każdej sesji wyzwalającej od nich. Nawet jeśli miałabym pół nocy napierdalać łbem w ścianę.. Żeby to jeszcze były wspomnienia a nie zmutowane, zaprogramowane samoupierdalacze psychiki.
Pierdolę to. Już mi troche lepiej.
komentarze [1]



Lunaris Perfugium? >> piątek, 30 maja 2008 14:02:24
"Powroty zawsze takie same są
Zapadam w ciepłą, czarną mgłę

Może jak Ty w końcu zniknę w niej
W pokoju Twym umieram co dzień
I już nawet światło tam sie boi wejść
Gdy błagam los o jeden znak
Co wróci spokój i pozwoli spać
Dlaczego Ty? Wolałabym ja...
"


komentarze [2]



With or...beyond any limits? >> środa, 9 kwietnia 2008 23:27:53
Prawdopodobnie nie istnieją granice możliwości ludzkiego umysłu.
Tutaj granicą może być tylko śmierć.


Pomysł na notkę zgasł równie szybko jak się pojawił.
Ogólnie - jak i poprzednio - bez większych rewelacji.

Znalazłam jednakże niewielkie luki w pokaźnych rozmiarów ciągu monotonii.
Szary dzień nie nabrał przez to ani jednej chociażby przetartej barwy więcej.
Wątpliwości mam tak samo jak ich nie posiadam jednocześnie.

Luka numero uno
Tak jest jak i jej nie ma. Nie wątpię jednak w prawdziwość ironii- gdyż jest nią wątpliwość sama w sobie.
Ów ironiczna prawda pogrążona jest niczym ja sama chcąca wahań pozbyć się, nie zawahawszy przy tym się ni razu.

Czas mógłby stanowić lekarstwo tejże niesprzyjającej mi choroby.
Biedny Czas jednak stracił swą datę przydatności kilka dni temu.
Fakt ten zakończył tym samym detox nałożony na siebie samą bezpośrednio po nagminnych nadużyciach i bezskutecznym przedawkowaniu lekarstwa - dopiero co nadmienionego z PSEUDOnimu bagatela 3 linijki wyżej.

Doszczętne, przeszywające - dokładne niczym sonda żołądkowa, czasochłonne rozpatrywanie, analizowanie, porównania na zbyt wiele nie okazały się zdatne. Bałagan, babranie się jak i ponowne doprowadzanie do ładu na pólkach we własnych myślach ostatnio nabrało zupełnie innego znaczenia.
Zupełnie.
Porządek i ład nadejdą, gdy tylko ich dni będą gotowe ostatecznie pożegnać się z poprzednimi- niechlujnymi wynajemcami.
Resztę dotyczącą Pani Numero Uno zapoznawszy się z nią od roztropnej strony, która do tej pory nie była mi w ogóle znana - pozostawię jej samej. Zupełnie samej.





I won't judge you, so don't judge me...

komentarze [2]



Rzeźbienie w wodzie... >> poniedziałek, 17 marca 2008 10:48:44
Nic nowego.
A czegóż innego można było się spodziewać?
...
Zaklęta w marmur
Nawet serce zapomina bić
...


„Gdybym miał niebios wyszywana szatę
Z nici złotego i srebrnego światła,
Ciemną i bladą, i błękitną szatę
Ze światła, mroku, półmroku, półświatła,
Rozpostarłbym ci tę szatę pod stopy,
Lecz jestem nędzarzem, posiadam tylko marzenia,
rozsiałem je u twych stóp.
Stąpaj lekko, gdyż stąpasz po moich marzeniach”




William Butler - „Marzenia”


komentarze [2]



Stagnation c.d >> sobota, 1 marca 2008 02:02:41
Są w życiu momenty, gdy wydaje nam się, że wiemy o nim wszystko.
Mamy rację. Wydaje się nam...
Momenty, gdy szczęście przesypuje nam przez palce, jak piasek - nieuchwytnie.
Chwile jak ta- kiedy każdy problem rozwierca w nas bezlitośnie dziury.
Na sercu, w płucach i umyśle.
Aż cud, że nie wycieka krew z tak głębokich ran.
Gdy łzy do oczu same napływają.
Bezradność w ciszy ściska każdy, nawet najdrobniejszy nerw nie dając ustom wypuścić ni słowa,
A w oczach obraz radosnego życia zostaje rozerwany, przeżuty i zgwałcony przez lęk.
Strach, panika przed przedsięwzięciem jakiegokolwiek, chociażby najdrobniejszego kroku w przód.
Stoję, leżę, płaczę, czy robię cokolwiek innego - wiem, że cofam się i rozpadam w tej
STAGNACJI.
komentarze [1]



Monique contra mundum >> piątek, 8 lutego 2008 03:33:51
Świat, nie świat.
Jak nie ten to inny.
Egzystuję.
Tu też są ludzie
Niczym klony wyjęte z lustra...

Ten obcy, ten sam
Znajomy.
Tamten nowy, taki
Stary
Przewidywalny
Taki sam jak ...
On sam?

Ja - inna.
Obca,

Nowa

Extra culpam
komentarze [2]



Incredibile verum et verisimile mendacium >> środa, 26 grudnia 2007 12:30:55
Kłamstwo jest cienkie, jeśli dobrze popatrzysz, prześwituje na wylot.
Nieprawdopodobnie cienkie.
Lepkie jak pajęczyna. Doklejone do mnie, do Ciebie, do niej, do niego.
A ja wolę pisać, bo mówiąc gubię słowa po drodze.
A droga nazbyt długa by coś idąc nią stracić.

Żebym to ja mogła powiedzieć cokolwiek musiałabym nazbyt dużo poświęcić na udowadnianie, że racja jest jak zwykle po mojej stronie, nie licząc tego, że po drodze parę osób zostało oszukanych. Boleśnie [dla mnie], okrutnie i zawile - tak jak lubię, że i ja pomyśleć bym mogła że stworzyłam nową rzeczywistość. Jak Ty zresztą.
Nie wypominam. Piszę tylko, wiedząc że i tak na głos nie wypowiem. Za dużo moglibyśmy stracić. A ja wiem, że grę grą się zwalcza. Tyle, że teraz jest normalnie a Ty dopiero mej gry się dopatrzyłeś.

Dlatego wiedz, że i tak mimo całej swej winy w tym momencie winna nie jestem niczemu.
komentarze [2]



For Every[/NO]body >> piątek, 14 grudnia 2007 17:29:00


For my haters.
For my lovers.
For together
and

...the others...





What can I say?
"We hate love - We love hate?"
Like Marilyn Manson said...

Should I apologize?
Should I cry?
Should I forgive?
Should I live or...
...should I die?...



Powinnam tłumaczyć, czy wszyscy zrozumieli?
Czy ktoś w ogóle przeczytał?
Czy ktoś chciał zrozumieć?
Czy nie za dużo tu pytań?
Bo wrogów i fałszywców stanowczo ;]

Odpowiedzi dziś znają tylko dwie osoby.
A może ktoś więcej?
Przemawia?
Milczy?

Może ja jestem ta fałszywa, a
może jednak nie mam nic do ukrycia?


"Wybieraj, wybieraj, wybieraj co wolisz.
Prawą czy lewą rękę mam ci upierdolić?"

[K44- To czyni mnie innym...]




komentarze [5]



Wake me up? /dodane z komórki/ >> środa, 5 grudnia 2007 08:16:21
Let me kill myself, before I wake up...

Napisałam na ścianie, a raczej wyskrobałam pilniczkiem...
Po czym wypełniłam czerwienią - świeżutką, wprost z przedramienia, z rany którą moment wcześniej wydzierałam dłuższą chwilę pilniczkiem...

Płakałam, a wokół było głucho...
komentarze [0]



Conspiracy oV Silence... >> sobota, 17 listopada 2007 20:01:41
Czemu jestem? Jak długo jeszcze mam być?
Nie tak, nie tu. Nie umiem. Nie chcę... nie muszę


- nie wiem

nikt nie wie.
Jeśli mówi, że wie to nawet nie ma pojęcia o tym, że nie wie...



Pustka przerażająca, przepełnia mnie trwogą na wskroś. Bezdźwięczna próżnia w której jestem uwięziona wraz z całą mą olbrzymią nienawiścią, strachem i pogardą. Kogo nią obarczyłam - nie wymówię nawet szeptem w myślach. Nie warto. Oczy mam ślepe, bezwzroczne, przepasane brudną SZMATĄ. Jakby świadomie chciano ukazać mnie w roli Sprawiedliwości.
Tu upokorzonej, wyśmianej, zbrukanej.
Sprawiedliwość jest panią i królową wszelkich cnót.

Mam związane ręce, zaś sznur którym są spętane zdaje się zacieśniać z minuty na minutę na mych nadgarstkach wraz z każdą próbą wypowiedzenia jakiegokolwiek sprzeciwu...


Nolite iudicare et non iudicabimini
[Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni.]


Odium generis humani
... i pozwalam sobie na tą nienawiść wobec całej rasy ludzkiej!
Może niektórych dzięki niej zaboli bardziej, gdy do całości postanowią zarzucić mi jeszcze sznur na szyję.



komentarze [4]



.Vox SanguiS. >> czwartek, 15 listopada 2007 01:45:12
Vox sanguinis fratris tui clamat ad me de terra.
[Głos krwi brata twego woła do mnie z ziemi. Księga Rodzaju.]


I wszystko znów. Na powrót w życiu mym kręci się wokół krwi. Zahaczając o śmierć, rani mnie. Nie chcę pisać zbyt zawile, by nikt nie mógł mnie zrozumieć. Nie mam zamiaru też pisać wprost, by byle kto miał prawo dotykać mych wnętrzności.
Nie mam zamiaru zamykać się w sobie, chociaż nie najważniejsze jest by krzyczeć teraz w głos. Wydzierać się w pustkę. Szarpać, rzucać, drapać, skowyczeć.
Być może ów stan, jak to często bywa spowodowany jest tylko błahym odczuwaniem przeze mnie głodu? Być może Bestyja pazurami rwie me wnętrze domagając się krwi?
Obawiam się jednak, iż nie tylko to obecnie jest na uwadze mojej osoby...

Zastanawiam się ostatnio coraz częściej, czy aż tak bardzo jest ze mną źle, że odzwyczajam się od życia? Że na nowo przestaję dostrzegać cokolwiek i ponownie zapominam jak żyć. Może wydawać się to "nastoletnią" depresją, lub jesienną chandrą, ale zapewniam głównie siebie, że niestety nie jest tym, na co wygląda. Zdaje sobie sprawę z wielu rzeczy, z innych niestety nie do końca. Sądzę, że wiem, czym może być to wszystko spowodowane. Znów nie zapisuję tu nic konstruktywnego, luźne myśli tylko.
Czasem dobrze jest chyba sobie zorganizować niezobowiązujące gdybanie ;)

We śnie wojna. "My" walczący przeciwko "reszcie". Sen niby naiwny, a jednak zdolny zmącić spokój myśli. Zburzyć pajęczynkę ledwo co zbudowanej harmonii... Kolejny nakazujący stanąć do walki. Lecz o co? O własną "duszę", czy może coś znacznie bardziej dla mnie istotnego? Nie mam pojęcia. Gubię się w tym wszystkim. Może nazbyt wielu sprawach doszukuje się "drugiego dna"? Życie wydaje się być kawą, do której na siłę dolewam z każdym dniem coraz więcej i więcej śmietanki. Przez to zaczyna robić się mdłe, a miało być słodkie. Nic nie wychodzi tak, jak bym tego chciała. A z założonymi rękoma siedzieć nie mam zamiaru. Ni wyczekiwać nadejścia lepszego dnia.
Więc... Cóż ja mam z sobą począć? Cieszyć się tym, co mam?
Przecież mam tak mało, że sama z ledwością to dostrzegam, ale zawsze dostrzegam ciesząc się jak tylko umiem w momentach, gdy nic mnie nie przytłacza.

Chciałabym móc zmienić świat, jak za skinieniem magicznej różdżki. Któż by nie nie chciał? Chciałabym zrobić tak wiele, a mogę tak mało.

"Ego nihil timeo, quia nihil habeo"

Mogę pisać o tym tak długo, na ile starczy mi sił. Nie odrywając dłoni od klawiatury. Przecież życie nie polega na tym, by tworzyć głodne przeżyć i pełne melancholicznych zwrotów scenariusze, a wyłącznie na spontaniczności brania udziału w codziennych wydarzeniach, które zapisywane będą w życiorysie automatycznie.
Carpe diem, lub w moim wypadku - Carpe noctem


Kolejny wpis nie wnoszący nic - zarówno do mojego żywota jak i zamieszczonej tu reszty "onirycznych" zapisów.

Wszystko siebie warte, tylko biały (anielski?) proszek jakby miał w sobie nieco mniej goryczy niż zwykle.

Pora iść pod prysznic...

komentarze [0]




Fav me

About me

I'm {akcja}


2006
listopad (3)
grudzień (2)

2007
styczeń (5)
luty (3)
marzec (2)
kwiecień (8)
maj (4)
czerwiec (4)
lipiec (3)
sierpien (2)
wrzesień (3)
październik (3)
listopad (4)
grudzień (3)

2008
luty (1)
marzec (2)
kwiecień (1)
maj (1)
lipiec (1)
wrzesień (2)
listopad (2)

aishia-darkankhetimmortelleacodinparaoxysmnaamahs-childaeternus-noctissanguinedeviant


LayOut
by Me


Lilith V.~Spike in my head!!!
Ankhet~ kobieta zmienną jest
Ixolite~ Brother oV my Sister...
Medea de Morny~Amor e Morte
Sanguine d'V~ dążąca do szczęścia
PioTTr~ i jego magiczne życie



TopLista Wampiryzm




Odwiedziło gości